Narodzie!

Koniec tak zwanych wakacji, dzieciarnia wraca do szkół, studenciarnia powoli szykuje się do egzaminów poprawkowych, a ja jako aktualnie posiadający pracę nie widzę różnicy w związku z powyższym. Z jednej strony mam nadzieję, że w końcu ktoś wytłumaczy tym głupim gimbusom komentującym aktualne wydarzenia, takie rzeczy jak na przykład gdzie leży Syria.
Mnie z kolei wkurza jak to ludzie ubolewają nad losem dzieciarni idących właśnie do szkół.

Niedawno zaczęli o tym mówić, że ponad milion dzieci w naszych Polskich szkołach ma depresję. Podobno jest to ewenement na skalę światową. Pozwolę sobie zacytować:
Według danych, które przytacza prof. Zimbardo, a które potwierdza prof. Tomasz Wolańczyk, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, około miliona dzieci w Polsce przeżyło już tzw. epizod depresyjny. Objawia się on intensywnym smutkiem, lękami, zaburzeniami w kontaktach z innymi ludźmi. (wp.pl)
To mi pasuje nawet do mnie. Ba! Nawet nie musi pasować do szkoły. Może być nawet stosowane do zwykłych pracowników w zwykłym zakładzie pracy gdzie przez 8 godzin siedzi się przy taśmie i robi te dziury w serze specjalnym szpikulcem.
Pfff! „Epizod depresyjny” wielkie mi co. Kogoś dziewczyna rzuciła albo nie przyjęła zalotów, a kumple na facebuce go z tego powodu wyśmiali i już masz powód do depresji, przez który taki będzie bał się odezwać do kogokolwiek i jeszcze dostanie chorych lęków. Mi ten przykład nie groził bo w ogólniaku gdzie chodziłem, w mojej klasie było z 20 dziewczyn a wszyskie głupie i brzydkie.
Teraz gówniarze są tak bardzo rozpieszczeni, że potrafią się suczyć tygodniami tylko dlatego, że koleżanka ma jakiś ładniejszy gadżecik, którego rodzice nie pozwolili jej kupić. I już wylewa swoje smutki w internet w taki sposób, że nikt nie wie o co chodzi poprzez tak zwane ‚emocjonalne pierniczenie’. Czyli wrzucanie głęboko brzmiących tekstów co nic nie dają. Albo wrzucaniem tekstów co są głupie ale są na tle krajobrazu przez co mają więcej szyku.

Ogólnie chodzi mi o to, że winą za wszystko obarczam internet oraz fakt iż dzieciarnia nie potrafi poprawnie z niego korzystać.
Za moich czasów było inaczej. Nikt nie narzekał na przykład, że plecak jest za ciężki i nikt nie ważył i burzył się, że 8 kilo to za dużo. Nie! Za moich czasów wiedzieli, że same granaty ważą 10 kilo. A jak trza było RKM nosić to trzeba było we dwójkę, bo to cholernie ciężkie było. I nikt nie mówił, że boli! Ok przesadzam.
W każdym razie zadania domowe odrabialiśmy przy pomocy książek albo pomocy starszych. Żadnego siedzenia w sieci i ściemniania rodzicom, że odrabiamy lekcje podczas gdy w rzeczywistości komentujemy czyjegoś posta za pomocą obrazka o kocie. Teraz nawet się książek nie czyta tylko ściąga streszczenia z netu i także czyta je pobieżnie.
Zmierzam do tego, że dzieciaki po prostu nie uczą się! A jak się nie uczą to są głupie i bardziej podatne na głupie czynniki przez co dostają coś co nazwano depresją.
W dodatku żyjemy w czasach gdzie jest to uznawane za chorobę. A przecież nie przywalisz choremu kilka razy po łbie by wziął sie za siebie, tylko będziesz go jeszcze bardziej rozpieszczał.

Sorry ale osiągnęliśmy jako ludzkość wszystko co można. Teraz można tylko zawrócić i staczać się w dół.
Ja tam nie będę miał dzieci. Nie mam nerwów do tego.
Dobranoc.