Narodzie!

Coś my mamy nie tak w tym kraju jeśli chodzi o jedzenie. Znaczy się wszystko w tym kraju jest nie tak jak trzeba, ale teraz okazuje się że jedzenie również. Najpierw zaczęli wydziwiać, że używają przetworów mięsnych, których data ważności kończy się w przyszłym roku (do dziś nie rozumiem tamtej afery, przecież był jeszcze rok czasu), potem inni używali soli drogowej która okazało się, że wcale nie jest szkodliwa. Następnie mieliśmy koninę w każdym mięsie co jest dziwne bo na zachodzie konina uchodzi za jedno z droższych i lepszych mięs. A teaz restauracje mówią wprost, że chcą nas zabić.

A wszystko przez jedną małą knajpkę w Polskiej stolicy zła czyli w Poznaniu! Co ci szaleni wariaci wymyślili tym razem? Ano wyobrźcie sobie, że przychodzicie do restauracji, przeglądasie sobie menu i widzicie zapowiadające się ciekawie szyjki rakowe podawane na carpaccio z buraka z dipem musztardowo-miodowym, a pod spodem po angielsku macie napisane co to NAPRAWDĘ jest. Czyli „Cervical cancer served on beetroot carpaccio with mustard-honey dip”. Pomijając już, że składnia jest całkiem odwrotna to narzuca się od razu CANCER czyli rak. Dokładnie jest to taki wkurzający cancer a mianowicie rak szyjki macicy.
Jedząc w Poznańskich restauracjach można złapać raka! I to macicy! Tego, którego ja uważam, że można złapać od nadmiernego puszczania się. A uważam tak gdyż jeszcze nikt nie udowodnił, że jest inaczej. Chociaż pewnie jak znajdą dziewicę z tą straszną przypadłością to powiem, że wyjątek zmienia regułę. A powiem tak ponieważ fakty ciągle się zmieniają ale moja opinia nie. Nauczył mnie tego Adam Hofman z PiS.

Jestem w tym momencie na swój sposób przerażony! Tym bardziej, że jestem facetem. Już sobie wyobrażam jak lekarz stawia mi taką diagnozę ale najpierw pyta czy byłem niedawno w jakiejś Poznańskiej restauracji albo w Tajlandii. Brrr.
Tyle jest plotek o traktowaniu jedzenia w knajpach przedmiotowo. A to sprawdzają jak długo mięso będzie przyklejone do sufitu, a to ktoś zwraca kotlet bo nie dobry a oni dają go innemu klientowi co zamówił to samo, a to wyciągają frytki z wrzącego oleju brudnymi łapami lub po prostu tak po chamsku szczają do zupy. Gdzieś widziałem nawet filmik jak dostawca pizzy się wypierdzielił przy wysiadaniu z auta i cała pizza mu wypadła na chodnik więc szybko ją pozbierał do pudełka i normalnie dostarczył. To było nagranie z jakiegoś monitoringu osiedlowego czy coś.
A oczywiście jak tłumaczą się w Poznaniu? Nie uwierzycie! Że to błąd w tłumaczeniu na Angielski. Akurat! NIKT w to nie wierzy! Powinno się powołać komisję śledczą pod wezwaniem świętego Antoniego Macierewicza i zbadać skąd w Poznaniu mają komórki rakowe, czy pochodzą one od zarodków sprowadzanych z Niemiec, w jaki sposób są zamrażane oraz kto na tym zarabia. Tylko trzeba jakoś wplątać w to premiera Tuska. Podejrzewam, że wystarczy dowolne jego zdjęcie z dowolnych Poznańskich restauracji. Przy założeniu, że premier zapuszcza się do takich mieścin jak Poznań.

Jak się przed tym wszystkim zabezpieczać? PRZESTAĆ ŻREĆ GRUBASIE JEDEN. Trzeba zerwać z tym durnym nałogiem zanim on zerwie z tobą… czy jakoś tak.
Dobranoc.