Narodzie!

Wreszcie koniec Euro! Wreszcie można wrócić do normalności w typowo Polskim słowa tego znaczeniu. Czyli do Smoleńska, narzekania jak to rząd spaprał Euro chociaż o dziwo nie spaprał, do kolejnych zabójstw na noworodkach oraz do burz i upałów jak również do Jezusa, który niedawno objawił się komuś na podpasce.
Ale mnie niestety dotkła inna tragedia (wiem, że poprawnie to „dotknęła” ale muszę dbać o wizerunek głupiego wieśniaka z Wrocławia). A mianowicie zabili mi kota.

Jeśli mówiłem przy okazji śmierci poprzedniego kota, że zaczyna mnie już to wkurzać to teraz mówię, że wkurza mnie to nadal. Już zaczynam tracić rachubę ile tych kotów miałem. Z pierwszymi dwoma to miałem jasną sytuację bo wiem co się stało: Kota przyszła, zadomowiła się, urodziła młode, zostawiliśmy jednego młodego, stara znowu zaszła w ciążę przez co zaczęła się kłócić z młodą i w rezultacie sobie poszła. Młoda dorosła, po kilku latach zachorowała i trzeba było ją uśpić bo już pluła krwią i jęczała. Dlatego późniejsze koty szczepiliśmy. Każdy późniejszy w pewnym momencie po prostu nie wracał. A nie mógł sobie ot tak odejść ponieważ był wychowywany w domu i zawsze wracał choćby nie wiem co. Czasem z obrażeniami ale wracał.
Ten obecny został potrącony przez jakiś pojazd. Wychodzę sobie rano do pracy, widzę że kot leży naprzeciwko domu. Myślę sobie „ożesz ty nie gadaj że mój”. Podchodzę bliżej: mój. Już cały zesztywniały.
Na tej drodze akurat mało kto jeździ. Ale jak już musiało trafić to na mojego!


Teraz mam nowego. Małego, ładnego, rudego. Mieliśmy już nie mieć żadnego kota. Jak zawsze zresztą. Ciągle mówimy, że kończymy z kotami. A tu nagle mamy kota. Teraz ojciec znowu wykombinował kociaka.
Zdjęcie jest na moim profilu na deviancie.

Poza tym u mnie gorąco jak sukinsyn. Tak bardzo, że się przeziębiłem. Kicham, kaszlę, boli mnie głowa i gardło. Ewidentnie przeziębienie. No bo czemu nie? Przeziębić się zimą każdy głupi potrafi.
To tyle na dziś.
Coś mądrzejszego może napiszę następnym razem.